Przypadki Kapuścińskiego w Koninie

Pokładam wiarę w relikwie. Tę deklarację Iza Bobrowska złożyła na łamach tygodnika „Przegląd Koniński” („PK” nr 46 z 19-25 listopada 2019). Jedną z tych relikwii jest list: „Wystukał go na maszynie Ryszard Kapuściński i złożył pod nim ekspresyjny podpis piórem. Ten list miał być początkiem i końcem, a stał się zaczynem”. I Iza wydała album „Konin jak Colorado. Zapomniana podróż Ryszarda Kapuścińskiego”.

Promocja albumu odbyła się 1 grudnia 2019 roku w dworku Zofii Urbanowskiej, pisarki (dzisiaj mieści się tu Urząd Stanu Cywilnego). Pojawiło się mnóstwo gości. Iza Bobrowska opowiadała, jak to się stało, że w jej ręce trafiły zdjęcia Konina, wykonane przez Ryszarda Kapuścińskiego w 1959 roku, kto i co jest na tych zdjęciach oraz co może oznaczać zdanie z opowiadania „Partery”, umieszczonego w debiucie literackim pisarza „Busz po polsku”: Czy myślicie, że Konin nie może smakować jeden dzień jak Colorado? Odpowiedzi na te pytania znajdzie czytelnik w albumie „Konin jak Colorado”. Warto po niego sięgnąć, bo – jak mówiła Iza: – To jest jedyny fotoreportaż krajowy z lat 50. autorstwa Ryszarda Kapuścińskiego, który się zachował i dzisiaj Konin, jako jedyne miasto w Polsce, może się takim faktem szczycić.

Tej promocji towarzyszyły

zdarzenia niezwykłe

Jak choćby to, kiedy jeden z uczestników spotkania zwracając się do autorki albumu, w sposób niezwykle emocjonalny mówił, że dwa dni wcześniej, po obejrzeniu jednego ze zdjęć okazało się, że: – Jesteśmy rodziną a ty jesteś moją ciocią. To znaczy… mów mi wuju!

Tego typu zdarzenia, a było ich sporo, związanych z odkrywaniem na zdjęciach siebie, znajomych i miejsc znanych, choć zapomnianych, było wiele. Ale był też drugi nurt spotkania. Ryszard Sławiński, dziennikarza i senator (IV i V kadencji) nawiązując do zdjęć i zdania o Koninie jak Colorado, przytaczał swoją rozmowę z m.in. prof. Władysławem Markiewiczem o awansie miast jak Konin: – Dzisiaj wielu tego awansu się wstydzi. W II Liceum młodzież mnie pytała: dlaczego tak zniszczyliście to miasto! Mam nadzieję, choć za wiele sobie nie obiecuję, że ten album wielu unaoczni, jak Konin się zmienił.

Ostrożność Sławińskiego podziela, choć w nieco inny sposób, Małgorzata Szejnert, dziennikarka przez 15 lat prowadząca dział reportażu w „Gazecie Wyborczej”. W Postscriptum do siódmego wydania „Buszu po polsku” (Wydawnictwo Agora, 2008) napisała: Im dalej od lat opisanych w „Buszu”, tym trudniej je pojąć. Trzeba nie lada wysiłku, żeby tym, co przyszli na świat po drugim wydaniu (1976 – przyp. red.), wytłumaczyć jakoś PRL; można to porównać z mozołem Kapuścińskiego, który usiłuje wytłumaczyć Polskę wieśniakom z Ghany. „Busz” pierwotnych emocji i doświadczeń Autora pomaga nam zrozumieć drogę, jaką przez następne lata przebył on sam i ludzie z jego i najbliższych mu pokoleń. To oni ze swoimi wielkościami i małościami zdecydowali o tym, gdzie dzisiaj jesteśmy, i oddalili od Polski kluczowe słowo w tytule zbioru – busz, w którym zawsze rządzi silniejszy.

Sam Ryszard Kapuściński mówił młodym ludziom: Bach przeszedł pieszo połowę Niemiec, by spotkać swojego mistrza. Herodot przewędrował sześć tysięcy kilometrów, by sprawdzić pewien detal swojej historii. Dzisiaj już nikt nie robi podobnych rzeczy. Dlaczego? Ta pustka, wy też ją czujecie. Macie Internet, prawda? Ale to wam nie wystarcza, bo doskonale wiecie, że jesteście manipulowani. Szukacie tradycyjnych narzędzi.

Potrzebujecie świadków historii

takich jak ja. Mówił to trydenckim studentom, na spotkaniu w Bolzano, w Górnej Adydze (Paolo Rumiz „Kapuściński – missione reporter”, opublikowany we włoskim dzienniku „La Repubblica” 24 stycznia 2007 roku, w dzień po śmierci Ryszarda Kapuścińskiego; cytat z: Ryszard Kapuściński „Dałem głos ubogim”), ale ten przekaz może być także zrozumiały dla konińskich licealistów.

– Ryszard Kapuściński zapewnił mi fantastyczną przygodę i chyba sprawił, że przekonałam się, ja – wiecznie szukająca swoich korzeni, że tu jestem zakorzeniona – mówiła Iza Bobrowska, zwracając przy okazji uwagę, że w Koninie byli i są fotograficy, których zbiory równie ciekawie mogą „nasze miasto opowiedzieć”, choćby Zdzisław Szklarkowski, Ryszard Fórmanek, Andrzej Moś. Ta uwaga spotkała się z odzewem Piotra Korytkowskiego, prezydenta Konina: – Zaczynamy budowanie innego Konina, innej energetyki. Ale będziemy też pamiętać, że mamy Fórmanka, Mosia… Deklaruję – będą kolejne wydania albumowe z ich zdjęciami, bo tego państwo oczekujecie.

Wydawcą „Konin jak Colorado” Izy Bobrowskiej jest Setidava, Wydawnictwo Miejskiej Biblioteki Publicznej w Koninie. Finansowo wydanie wsparły Miasto Konin i Konińska Fundacja Kultury. Autorka i wydawca specjalne podziękowania złożyli Alicji Kapuścińskiej, Rene Maisner i Fundacji im. Ryszarda Kapuścińskiego HERODOT za nieodpłatne przekazanie praw autorskich do publikacji fotografii autora. Album pięknie zaprojektowała i graficznie opracowała Agnieszka Jankowska a starannie wydała Konińska Drukarnia Dziełowa w Starym Mieście. Do kształtu albumu przyczynili się także, wymieniała Iza Bobrowska, Marika Sypniewska – z zawodu architektka, z zamiłowania fotografik oraz członkowie Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Górnictwa KWB „Konin”. Po drodze było jeszcze wiele osób z cennymi informacjami, cierpliwie przez autorkę wysłuchiwanych.

I tak oto, po wielu latach, ukazał się „skrawek świata zatrzymany w jednym ujęciu”. Pomyśleć, że przez przypadek odnaleziony w 2010 roku przez Izę Wojciechowską, kustoszkę fotograficznych zbiorów Ryszarda Kapuścińskiego, przez przypadek dotyczący Konina, który przez przypadek trafił w ręce Izy Bobrowskiej…

Andrzej Dusza

Zdjęcia: Zdzisław Siwik

« 1 z 2 »